Spis treści
Wstęp
Przesiadka w Chinach dla wielu osób brzmi jak coś, czego lepiej unikać. Formalności, wizy, ogromne lotnisko, język… sami mieliśmy sporo pytań zanim tam polecieliśmy. A że podróżowaliśmy z dziećmi, zastanawialiśmy się jeszcze bardziej: czy w ogóle warto wychodzić z lotniska? My mieliśmy w Pekinie 15 godzin i 40 minut stopoveru – z lądowaniem o 11:10 i szybko doszliśmy do wniosku, że szkoda byłoby przesiedzieć ten czas na lotnisku. Zwłaszcza, że lotnisko w Pekinie do najbardziej komfortowych nie należy🥶 I wiecie co? To była jedna z tych decyzji, których absolutnie nie żałujemy.
W tym wpisie pokażemy Wam:
czy stopover w Pekinie z dziećmi ma sens
jak przyspieszyliśmy formalności przy opuszczaniu lotniska
co zobaczyliśmy i gdzie zjedliśmy a także ile to kosztowało
oraz czy zrobilibyśmy to drugi raz?
Czy 15 godzin przesiadki w Pekinie wystarczy na zwiedzanie?
Nasza odpowiedź brzmi: tak… ale nie zawsze 😃Bo tak naprawdę nie chodzi tylko o liczbę godzin, ale o to o której lądujecie i o której macie kolejny lot.
Rok wcześniej też mieliśmy długą przesiadkę w Pekinie – ponad 8 godzin. Brzmi nieźle? Teoretycznie tak. Problem był jeden – wylądowaliśmy w nocy, a kolejny lot mieliśmy około 6 rano. I wtedy opuszczanie lotniska nie miało większego sensu.
Samo lotnisko w Pekinie nie jest miejscem, w którym marzy się o spędzeniu pół dnia 😂 Było tam zaskakująco zimno i nie był to klimat na komfortową drzemkę czy relaks między lotami.
Ale kiedy przesiadka jest dobrze zaplanowana – to już zupełnie inna historia. Dlatego przy wyborze lotu z przesiadką – nie skupiaj się na samej liczbie godzin pomiędzy lotami – a na możliwościach wyjścia i wyciśnięcia z tego najpiękniejszych doświadczeń!
My lecieliśmy liniami AirChina i lądowaliśmy na lotnisku Beijing Capital International Airport (PEK), dlatego wszystkie nasze doświadczenia i wskazówki dotyczą właśnie tego portu lotniczego. Pekin obsługuje również drugie duże lotnisko – Beijing Daxing (PKX), dlatego przed planowaniem przesiadki koniecznie sprawdźcie, na które z nich przylatujecie. Nasz był łączony więc nasze bagaże leciały od razu do miejsca docelowego. Lotnisko więc opuszczaliśmy tylko z bagażem podręcznym – to również warto wziąć pod uwagę w kwestii warunków pogodowych – my byliśmy tam w kwietniu a pogoda była bardzo zbliżona do naszej polskiej – w przeciwieństwie do gorącego Wietnamu. Dlatego przygotujcie się już przed wylotem i zabierzcie ze sobą cieplejszą odzież do plecaka.
Nasze 15 godzin i 40 minut okazało się idealnym kompromisem między zobaczeniem czegoś a brakiem stresu, że nie zdążymy wrócić. I nagle okazało się, że w jeden dzień można naprawdę sporo:
zobaczyć Mur Chiński
spojrzeć na Zakazane Miasto z góry (albo wejść do środka, jeśli lądujecie odpowiednio wcześnie 😉)
spróbować tradycyjnej kaczki po pekińsku
przespacerować się starymi hutongami i zobaczyć trochę bardziej lokalne oblicze Pekinu
dojść nad jezioro Shichahai, gdzie wieczorem nad wodą świecą przepiękne lampiony i klimat jest totalnie inny niż w nowoczesnej części miasta
pospacerować po jednej z bardziej znanych dzielnic zakupowych
i odkryć, że w Pekinie można zjeść naprawdę genialną baraninę
I najlepsze jest to, że… my naprawdę to wszystko zobaczyliśmy 😃
Jasne – nie było czasu na bardzo dokładne zwiedzanie i odhaczanie każdego punktu z przewodnika, ale na poczucie klimatu miasta? Zdecydowanie wystarczyło.
My od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy robić „wyścigu po atrakcjach”. Mieliśmy jeden główny cel – spełnić marzenie i zobaczyć Mur Chiński. Reszta miała być po prostu dodatkiem.
Jak szybko opuścić lotnisko w Pekinie? Formalności i arrival card
Zanim przejdziemy dalej – dobra wiadomość dla posiadaczy polskiego paszportu 🇵🇱
Do 31.12.2026 roku nie potrzebujemy wizy do Chin na pobyt do 30 dni, jeśli podróżujemy turystycznie. I szczerze? To właśnie był moment, kiedy pomyśleliśmy „okej, to robimy ten Mur Chiński” 😉
Jest jednak jedna rzecz, która może bardzo przyspieszyć albo bardzo wydłużyć wyjście z lotniska – arrival card.
Można ją wypełnić wcześniej online – wystarczy wejść tutaj 😉
Lub zrobić to już na miejscu na lotnisku – ale z tego co widzieliśmy, potrafi to mocno wydłużyć formalności.
Po wypełnieniu formularza dostajecie kod QR i właśnie z nim dzieje się cała magia 😃
Na lotnisku są osobne, dobrze oznakowane kolejki dla osób z gotowym arrival card i dzięki temu całość poszła u nas naprawdę ekspresowo.
Od momentu wyjścia z samolotu do opuszczenia lotniska minęło nam… mniej niż 30 minut.
I szczerze? Kontrola nie była wcale tak stresująca, jak wyobrażaliśmy sobie wcześniej myśląc o Chinach 🤞🏻bardziej kontrolowano nas w Tajlandii 😉
Nasza nieoficjalna rada na chińskie lotnisko jest bardzo prosta – idźcie za tłumem 😃
Wszystko jest dobrze oznaczone, a jeśli widzicie grupę ludzi z walizkami idącą pewnym krokiem – bardzo możliwe, że zmierza dokładnie tam gdzie Wy.
Po przejściu formalności wystarczyło już kierować się do metra. Chińskie lotnisko okazało się dużo bardziej intuicyjne niż zakładaliśmy i opuszczenie go nie było żadną czarną magią.
To był moment, w którym pierwszy raz pomyśleliśmy: dobra… może te Chiny wcale nie są takie straszne 😉
Co zobaczyć w Pekinie podczas jednej przesiadki? Nasza trasa
Przy tak krótkim stopoverze wiedzieliśmy, że nie ma sensu tracić czasu na przypadkowe przemieszczanie się po mieście. Dlatego zdecydowaliśmy się na polskojęzycznego przewodnika, który pomógł nam zaplanować dzień tak, żeby zobaczyć Mur Chiński, a przy okazji poznać też trochę inne oblicze Pekinu.
Po długich poszukiwaniach na grupach i forach trafiliśmy na polecenie Pana Adriana. Mieszka w Pekinie od 5 lat, a w Chinach od ponad 10. Przez 4 lata pracował w Ambasadzie RP w Pekinie, między innymi jako tłumacz Ambasadora RP. Nie muszę chyba dodawać, że w kraju w którym znajomość angielskiego bywa mocno ograniczona biegłe posługiwanie się chińskim naprawdę ułatwia życie.
Adrian przyjechał po nas razem z kierowcą, więc nie musieliśmy zastanawiać się, jak dotrzeć do kolejnych miejsc, gdzie kupić bilety ani czy zdążymy na następny punkt programu.
Był to przecież koniec naszych dwutygodniowych wakacji w Azji więc zrzucenie z siebie odpowiedzialności za organizację było niesamowitym uczuciem!Teoretycznie powinniśmy być już zmęczeni, ale chyba ekscytacja związana z tym, co nas czeka, skutecznie odsuwała zmęczenie na dalszy plan.
Sam Adrian okazał się świetnym przewodnikiem. Z ogromną pasją i cierpliwością opowiadał nam o Chinach, swojej codzienności i realiach życia w tym kraju. Nie były to suche informacje wyciągnięte z przewodnika, ale historie człowieka, który naprawdę zna to miejsce i potrafi o nim opowiadać. Nawet nasz bardzo gadatliwy sześciolatek nie stanowił dla niego problemu 😉
I chyba właśnie to było w tym wszystkim najfajniejsze. Po raz pierwszy poczuliśmy, że mimo zaledwie kilkunastu godzin nie tylko zaliczamy kolejne atrakcje, ale naprawdę zaczynamy odkrywać Chiny.
Mur Chiński – marzenie, które spełniliśmy po latach
Pierwszym przystankiem był oczywiście Mur Chiński. To właśnie dla niego zdecydowaliśmy się opuścić lotnisko, a wybór konkretnego odcinka zostawiliśmy przewodnikowi. Zależało nam na miejscu, które pozwoli nam poczuć wyjątkowość tego zabytku, ale nie będzie tak oblegane jak najbardziej popularne fragmenty muru. Turystów oczywiście nie brakowało, jednak nie mieliśmy poczucia, że stoimy w jednym wielkim tłumie.
Na górę wjechaliśmy gondolą. Nie jest to najtańsza opcja, ale przy tak krótkim stopoverze każda zaoszczędzona minuta miała znaczenie. Nie chcieliśmy przeznaczać dużej części dnia na samo wejście, skoro naszym celem było również zobaczenie Pekinu.
Ale zanim opowiem Wam, jakie to uczucie stanąć na Murze Chińskim, muszę cofnąć się o kilka lat.
Mój mąż nie ma zbyt wielu podróżniczych marzeń, a nasz układ jest raczej prosty – to ja zazwyczaj planuję, szukam kolejnych miejsc i wymyślam, dokąd tym razem pojedziemy, a on po prostu pakuje swoje rzeczy.😂 I to działa już od lat! Pamiętam jednak jedną z naszych rozmów, jeszcze zanim zaczęliśmy wspólnie organizować wyjazdy na własną rękę. Rozmawialiśmy wtedy o marzeniach i mój mąż powiedział, że bardzo chciałby kiedyś stanąć na Murze Chińskim i po prostu się po nim przespacerować.
W tamtym czasie Chiny wydawały nam się strasznie odległym światem. Nie mieliśmy jeszcze doświadczenia w samodzielnym organizowaniu podróży, a wyjazd w tak odległe miejsce brzmiał jak coś, co może kiedyś się wydarzy, ale na pewno nieprędko. Obiecałam mu wtedy, że kiedyś tam polecimy. Że pojedziemy razem i spełnimy to marzenie. Kiedy więc jakiś czas później zaczęłam natrafiać w mediach społecznościowych na informacje o długich przesiadkach w Pekinie i możliwości wyjścia z lotniska, od razu pomyślałam, że to może być nasza szansa. Powiedziałam mężowi, że kiedyś mu to zorganizuję. Nie wiedziałam jeszcze dokładnie kiedy ani jak, ale wiedziałam, że chcę dotrzymać tej obietnicy. I tak, po latach, zamiast spędzić kilkanaście godzin na lotnisku w oczekiwaniu na kolejny samolot, stanęliśmy razem na Murze Chińskim. A jego marzenie, które kiedyś wydawało się tak odległe, nagle stało się naszą wspólną rzeczywistością.
I wiecie co? Nawet jeśli nie spędziliśmy tam całego dnia, samo zobaczenie Muru Chińskiego na własne oczy było dla mnie czymś absolutnie wyjątkowym.
Bo to nie jest po prostu kolejny zabytek, przy którym robisz zdjęcie i idziesz dalej. Stoisz na konstrukcji, której historia sięga III wieku p.n.e., a kolejne pokolenia przez setki lat ją rozbudowywały. Łączna długość wszystkich odcinków Wielkiego Muru, powstałych w różnych epokach, przekracza 21 tysięcy kilometrów. I nagle dociera do Ciebie, że naprawdę jesteś w miejscu, o którym przez całe życie tylko czytałaś albo oglądałaś je na ekranie. Trudno mi nawet opisać, co wtedy czułam. Z jednej strony ekscytacja, z drugiej niedowierzanie. Patrzysz na mur wijący się po górskich grzbietach i myślisz o ludziach, którzy go budowali, o historii, której był świadkiem, i o tym, jak wiele czasu upłynęło, zanim Ty sama mogłaś się po nim przejść.
Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko mur – przykładowo nasza nastolatka 😂 Kamienie, schody, wieże i ścieżka prowadząca przez góry. Ale kiedy stoisz tam osobiście, słowo „tylko” zupełnie przestaje pasować. To niesamowite uczucie znaleźć się w miejscu, które jest tak wielkie nie tylko pod względem rozmiaru, ale też historii i znaczenia.
A do tego miałam obok siebie człowieka, któremu kiedyś obiecałam, że tu razem przyjedziemy. I to właśnie to sprawiło, że ta chwila była dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowa. Bo spełnialiśmy nie tylko jego marzenie. Spełnialiśmy też obietnicę, którą złożyliśmy sobie wiele lat wcześniej, kiedy Chiny wydawały nam się jeszcze tak odległe.
I jeśli miałabym wyciągnąć z tej podróży jedną myśl, to byłaby ona bardzo prosta: warto spełniać marzenia. Nawet te, które na początku wydają się nierealne, odległe albo takie, na które jeszcze przyjdzie czas.
Nie zawsze trzeba od razu wiedzieć, jak je zrealizować. Czasami wystarczy o nich pamiętać, zrobić pierwszy krok i nie przestawać wierzyć, że kiedyś się uda. Bo czy jest coś piękniejszego niż moment, w którym patrzysz na bliską osobę i widzisz, że właśnie przeżywa coś, o czym marzyła przez tyle lat?
Dla mnie właśnie takie chwile nadają podróżom największy sens. Nie liczba odwiedzonych krajów i głupia rywalizacja, nie kolejne zdjęcia i nie odhaczone atrakcje. Tylko wspomnienia, emocje i świadomość, że razem przeżyliśmy coś, co kiedyś wydawało nam się odrealnione.
Zakazane Miasto i spacer po starym Pekinie
Po Murze Chińskim ruszyliśmy w stronę centrum Pekinu. Zakazanego Miasta nie zwiedzaliśmy od środka – przy naszym ograniczonym czasie musieliśmy z czegoś zrezygnować. Zobaczyliśmy je za to z góry, przy zachodzie słońca, co było świetną okazją, żeby spojrzeć na tę część miasta z innej perspektywy.
Później przyszedł czas na stare hutongi, czyli tradycyjne, wąskie uliczki, które pokazują nieco inne oblicze Pekinu niż szerokie arterie i nowoczesne budynki. To takie miejsca lubię najbardziej podczas podróży. Nie zawsze chodzi o konkretny zabytek – czasem wystarczy przejść się uliczkami i poobserwować codzienne życie. Bo czym byłoby jakiekolwiek miejsce na świecie bez ludzi? Pusta przestrzeń – ot tyle 😉
Kolejnym przystankiem było jezioro Shichahai. Wieczorem okolica wygląda zupełnie inaczej niż za dnia. Kolorowe lampiony odbijają się w wodzie, wokół działają restauracje i lokale, a całość ma wyjątkowy klimat. A wewnętrzne dziecko krzyczy „jesteśmy w środku mojej ukochanej bajki o Mulan!”
Magii tego miejsca dodają też spacerujące wokół dziewczyny w zjawiskowych, tradycyjnych strojach. Nasz przewodnik wyjaśnił, że dla wielu Chińczyków podróż do stolicy to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu – przyjeżdżają tu raz, chcą poczuć się wyjątkowo i dosłownie „wejść w historię”. Te mieniące się szaty, czerwone lampiony nad wodą i gwar nocnego miasta sprawiły, że Shichahai wieczorem po prostu rozłożyło mnie na łopatki. Czułam się, jakby za moment z tłumu miał wyskoczyć Mushu!
Kaczka po pekińsku, czyli kulinarne zaskoczenie wyjazdu
Przyznaję bez bicia: nigdy wcześniej nie jadłam kaczki po pekińsku. Ani w Polsce, ani podczas żadnego z naszych wcześniejszych wyjazdów. Sama kaczka też nie należała do moich ulubionych mięs. Kojarzyła mi się głównie z domowym pieczeniem, które czasami przygotowywała moja mama, ale jakoś nigdy nie potrafiłam się do niej przekonać.
Dlatego do restauracji w Pekinie podchodziłam bez wielkich oczekiwań. No ale być w Pekinie i jej nie spróbować? GRZECH! A potem zaczęło się coś, co zupełnie zmieniło moje podejście do tego dania! 😃
Kaczkę przyniósł nam sam kucharz. Na naszych oczach zaczął ją kroić i porcjować, przygotowując kawałki do podania. Już samo to było świetnym doświadczeniem, bo nagle okazało się, że jedzenie tej potrawy to coś więcej niż postawienie talerza na stole i chwycenie za widelec – no dobra pałeczki.🥢 😅 Była w tym cała otoczka, sposób serwowania i dbałość o szczegóły, które sprawiały, że zwykła kolacja zamieniała się w coś naprawdę wyjątkowego.
Na stole pojawiły się również cieniutkie naleśniki, poprzekładane papierem, żeby się ze sobą nie sklejały, sos i świeże dodatki. Była też galaretka z głogu, ale przyznam szczerze, że nie odważyliśmy się jej spróbować.
Na szczęście Adrian pokazał nam, jak tradycyjnie je się kaczkę po pekińsku, więc nie musieliśmy zgadywać, co z czym połączyć. 😉 Najlepiej wziąć kawałek mięsa razem ze skórką i zanurzyć go w sosie. Następnie przełożyć na cienki naleśnik, dodać por oraz świeżego ogórka i zawinąć całość.
A to połączenie było… MISTRZOWSKIE!Mięso ze skórką, sos, wyrazisty por i świeży ogórek idealnie się uzupełniały. Każdy składnik wnosił coś innego, a razem tworzyły naprawdę genialną kompozycję smaków.
Sama kaczka była przepyszna, ale całe doświadczenie związane z jej podaniem i jedzeniem było absolutnie niesamowite. To nie była dla nas zwykła kolacja ani po prostu kolejna potrawa do spróbowania podczas podróży. To było pełnowymiarowe doświadczenie kulinarne, w którym liczył się nie tylko smak, ale też sposób przygotowania, podania i poznania tradycji związanej z tym daniem.
Jeśli będziecie w Pekinie, koniecznie zaplanujcie sobie taki posiłek. Naprawdę polecam spróbować kaczki po pekińsku na miejscu – nie tylko ze względu na sam smak, ale też na cały rytuał jej jedzenia. To jedno z tych kulinarnych doświadczeń których się nie zapomina!
My jedliśmy w restauracji Yishiliu Qiandie, położonej przy jeziorze Shichahai, w okolicy nazywanej Targiem Lotosowym. Latem można usiąść na zewnątrz, tuż przy wodzie, więc to również fajny pomysł na kolację z widokiem.
Jeśli będziecie szukać tego miejsca, przyda Wam się chińska nazwa: 乙十六仟叠•烤鸭(什刹海店). Restaurację można rozpoznać po tradycyjnym froncie z napisem „Noble Club”. Adres po chińsku to: 地安门西大街51号.
Chiński street food – zupełnie inny niż w Wietnamie
Po kolacji przespacerowaliśmy się jeszcze wśród stoisk z chińskim street foodem. I to było ciekawe doświadczenie, szczególnie że Pekin odwiedziliśmy w drodze powrotnej z Azji Południowo-Wschodniej. Wcześniej byliśmy w Bangkoku, a później w Wietnamie, więc mieliśmy świeże porównanie z tamtejszą uliczną kuchnią.
Szybko zauważyliśmy, że street food w Pekinie wygląda zupełnie inaczej niż ten, który widzieliśmy wcześniej. Przynajmniej w odwiedzonym przez nas miejscu stoisk było stosunkowo niewiele, wybór nie był szczególnie duży, a cała okolica wydawała się znacznie spokojniejsza i czystsza niż uliczne targowiska, które pamiętaliśmy z Wietnamu.
Nie chodzi o to, że jedno jest lepsze od drugiego – po prostu każde miejsce ma swój charakter. W Bangkoku czy Wietnamie uliczne jedzenie często jest częścią gwarnego, intensywnego życia miasta. W Pekinie nasza obserwacja była zupełnie inna. To fajne przypomnienie, że azjatycki street food nie wszędzie wygląda tak samo, a podróżowanie po różnych krajach pozwala dostrzec te różnice.
Baranina, dla której warto było zrobić jeszcze jeden przystanek
Na koniec postanowiliśmy jeszcze spróbować baraniny w miejscu, które polecił nam przewodnik. Trafiliśmy do restauracji Henjiu yiqian Yangrouchuan (很久以前羊肉串) w centrum handlowym Beijing APM przy ulicy Wangfujing. Podobno to najlepsza baranina w Pekinie! A sam sposób jej przygotowania… 10/10! Kolejne kulinarne doświadczenie które warto rozważyć!
Lokal znajduje się na szóstym piętrze galerii, pod numerem L607. Jeśli będziecie go szukać, najlepiej pokażcie obsłudze chińską nazwę lub adres: 王府井大街138号北京apm6层L607. W dużej galerii łatwo się pogubić, więc nie ma nic złego w poproszeniu kogoś o wskazanie drogi.
To był ostatni kulinarny przystanek naszego intensywnego dnia. Później czekał nas już przejazd na lotnisko – Adrian pomógł nam również z zamówieniem taksówki, więc nie musieliśmy martwić się kolejnym etapem podróży.
I tak, w ciągu jednego dnia udało nam się zobaczyć Mur Chiński, spojrzeć na Zakazane Miasto, przejść się starymi uliczkami Pekinu, pospacerować nad jeziorem i spróbować kilku lokalnych dań. Oczywiście nie poznaliśmy całego miasta, ale nie o to chodziło.
Gdybym miała wyciągnąć jedną radę z tego stopoveru, byłoby to właśnie to: przy krótkiej przesiadce dobry plan i lokalny przewodnik potrafią zrobić ogromną różnicę.
Dzięki niemu nie musieliśmy skupiać się na logistyce, a mogliśmy po prostu chłonąć nowe miejsce. I choć do Pekinu przyjechaliśmy tylko na kilkanaście godzin, wyjechaliśmy z poczuciem, że zobaczyliśmy coś więcej niż kilka atrakcji z listy.
Ile kosztuje zwiedzanie Pekinu podczas przesiadki? Nasze wydatki
Wiem, że wiele osób zastanawia się, czy podczas długiej przesiadki da się zorganizować wycieczkę na Wielki Mur, ile to wszystko kosztuje i czy warto korzystać z pomocy lokalnego przewodnika. Dlatego zostawiam Wam nasze orientacyjne wydatki i kilka praktycznych wskazówek, które mogą przydać się podczas planowania podobnego stopoveru.
Po naszej podróży otrzymaliśmy szczegółowe podsumowanie kosztów z 6 kwietnia 2026 roku. Wyglądało to następująco:
Wydatek | Koszt |
Transport samochodem z kierowcą przez cały dzień, około 170 km | 800 CNY |
Bilety na Wielki Mur w Mutianyu | 780 CNY |
Kawy | 52 CNY |
Burger King | 47,50 CNY |
Bilet do parku Jingshan | 10 CNY |
Bilety na metro | 15 CNY |
Razem wydatki w juanach | około 1704 CNY |
Wynagrodzenie przewodnika | 1200 zł |
Według otrzymanego zestawienia wydatki w juanach wyniosły około 214 euro, a wynagrodzenie przewodnika około 281 euro. Łącznie daje to około 495 euro.
Pamiętajcie jednak, że są to orientacyjne koszty naszej konkretnej wycieczki, a nie stały cennik. Ceny mogą się różnić w zależności od terminu, liczby osób, wybranej trasy i zakresu usług. Nie wszystkie drobne wydatki muszą też znaleźć się w takim zestawieniu – za część jedzenia i zakupów płaciliśmy osobno.
Czy warto skorzystać z przewodnika? Na co dzień lubimy organizować podróże samodzielnie i pokazywać Wam, że wiele rzeczy można zaplanować bez biura podróży. Nie oznacza to jednak, że zawsze trzeba wszystko robić na własną rękę. W przypadku tak krótkiego stopoveru, kiedy zależało nam przede wszystkim na zobaczeniu Wielkiego Muru i spokojnym powrocie na lotnisko, pomoc przewodnika okazała się dla nas ogromnym ułatwieniem.
Adrian przygotował trasę dopasowaną do naszego czasu, a na miejscu nie musieliśmy zastanawiać się, jak dojechać do kolejnych atrakcji, jak porozumieć się z kierowcą ani czy zdążymy na samolot. Jeszcze przed wyjazdem znaliśmy plan i koszty, a podczas wycieczki mogliśmy po prostu cieszyć się zwiedzaniem.
Co ważne, na bieżąco pokazywał nam rachunki i informował o wydatkach, a po wycieczce przesłał pełne podsumowanie kosztów. Wszystko było przejrzyste i nie mieliśmy poczucia, że nagle pojawiają się jakieś niespodziewane opłaty.
Słyszeliśmy wcześniej różne historie o trudnościach z porozumiewaniem się w Chinach, a także o kierowcach, którzy zabierają turystów do bardzo drogich sklepów z pamiątkami, gdzie ceny bywają mocno zawyżone i turyści są naciągani. Żeby było jasne – nie chodzi nam o same sklepy z pamiątkami. My również odwiedziliśmy takie miejsca i kupiliśmy sobie kilka rzeczy. To przecież normalna część podróżowania, a nasze zakupy pamiątek nie są uwzględnione w powyższym zestawieniu kosztów.
Problem pojawia się wtedy, gdy kierowca celowo zawozi turystów do drogich sklepów, w których trudno ocenić, czy proponowane ceny są uczciwe. Do tego dochodzi bariera językowa – wielu kierowców nie mówi po angielsku, więc w razie problemów trudno się porozumieć.
Oczywiście nie oznacza to, że każdy chiński kierowca tak postępuje. Można znaleźć polecane osoby, chociażby na grupach podróżniczych, i zorganizować wycieczkę na własną rękę. My po prostu słyszeliśmy takie historie i chcieliśmy uniknąć podobnych sytuacji. Przy ograniczonym czasie zależało nam na tym, żeby wszystko przebiegło sprawnie i bez niepotrzebnego stresu.
Nie ma też co ukrywać – możliwość zwiedzania i swobodnego rozmawiania z przewodnikiem we własnym języku to jeden z największych luksusów podróżowania. Można bez skrępowania zadawać pytania, dopytywać o szczegóły, poznawać lokalne historie i kulturę, a przy tym nie zastanawiać się, czy druga strona dobrze nas zrozumiała. Dla nas, podczas tak krótkiej przesiadki i podróży z dziećmi, ten komfort był naprawdę bezcenny.
Nie była to współpraca sponsorowana – za wszystko zapłaciliśmy sami. I właśnie dlatego mogę szczerze powiedzieć, że w naszym przypadku były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Nie musieliśmy pilnować każdego szczegółu organizacyjnego, a dzięki temu mogliśmy skupić się na tym, co najważniejsze: wspólnym odkrywaniu Chin.
Alipay, czyli jak płaciliśmy w Chinach i co warto wiedzieć przed wyjazdem
Jeśli wybieracie się do Chin, jedną z pierwszych rzeczy, które polecam przygotować jeszcze przed wyjazdem, jest Alipay. I nie chodzi tutaj tylko o wygodę. Płatności mobilne są w Chinach tak powszechne, że jako turysta naprawdę warto mieć tę aplikację skonfigurowaną, zanim zaczniecie zwiedzać.
W wielu miejscach zamiast płacić gotówką, po prostu skanuje się kod QR. Można też pokazać własny kod do zeskanowania przez sprzedawcę. Płatność przechodzi przez aplikację i właściwie tyle – bez szukania banknotów i odliczania pieniędzy.
Do Alipay można podpiąć zagraniczną kartę płatniczą, w tym kartę Revolut, o ile jest obsługiwana. Warto jednak skonfigurować aplikację jeszcze przed podróżą i sprawdzić, czy karta została prawidłowo dodana. Nie zakładajcie, że każda karta będzie działać bez problemu w każdej sytuacji. Więcej informacji znajdziecie w oficjalnym przewodniku dla zagranicznych podróżnych dotyczącym płatności w Chinach.
My korzystaliśmy z Alipay wszędzie. W Chinach płatności mobilne są tak powszechne, że szybko można się do nich przyzwyczaić. Wystarczy mieć przygotowaną aplikację, podpiętą kartę i dostęp do internetu. Oczywiście warto mieć również plan awaryjny na wypadek problemów z aplikacją lub płatnością.
Jest zresztą jedna sytuacja, którą do dziś wspominam z uśmiechem i opowiadam chyba wszystkim znajomym. Podczas naszego pobytu w Chinach na własne oczy zobaczyliśmy osobę w kryzysie bezdomności, która miała swój kod QR.
Pomyślcie tylko – w Chinach nawet osoba prosząca o pomoc na ulicy może korzystać z płatności mobilnych! Także powiedzenie „przykro mi, nie mam gotówki” może tam nie zadziałać. 😉
Internet i aplikacje w Chinach – przygotujcie się wcześniej!
Jest jednak coś jeszcze, o czym zdecydowanie warto pamiętać. Chiny mogą zaskoczyć nie tylko sposobem płacenia, ale też tym, jak działa tam internet. Jeśli podróżowaliście wcześniej po Tajlandii, Wietnamie czy innych krajach Azji Południowo-Wschodniej, możecie być przyzwyczajeni do tego, że po przylocie uruchamiacie telefon i korzystacie ze swoich aplikacji tak samo jak w domu. W Chinach kontynentalnych nie jest to takie oczywiste.
Wiele popularnych zachodnich usług internetowych jest tam blokowanych lub nie działa prawidłowo. Dotyczy to między innymi Facebooka, Messengera, Instagrama, TikToka czy usług Google, w tym Google Maps. Dlatego nie zakładajcie, że po przylocie bez problemu sprawdzicie trasę na swoich ulubionych mapach, napiszecie do znajomych na Messengerze albo opublikujecie coś w mediach społecznościowych.
My przed wyjazdem włączyliśmy VPN i dzięki temu mieliśmy dostęp do naszych aplikacji. Bez problemu mogliśmy korzystać z komunikatorów i odezwać się do rodziny, żeby dać znać, że dotarliśmy już do Chin. Dla nas było to ważne, bo chcieliśmy mieć możliwość normalnego kontaktu z bliskimi również podczas tej krótkiej przesiadki.
Pamiętajcie jednak, że samo zainstalowanie VPN-u nie daje gwarancji, że wszystko zadziała. Poszczególne usługi VPN mogą działać w Chinach różnie, dlatego warto sprawdzić przed podróżą, czy wybrane rozwiązanie obsługuje połączenia z Chin kontynentalnych, i skonfigurować je wcześniej. Samo wyłączenie lub zmiana lokalizacji GPS w telefonie nie rozwiąże problemu blokowanych aplikacji.
Warto też przygotować mapy offline lub alternatywną aplikację nawigacyjną. Zapisanie adresu hotelu czy miejsca spotkania i pobranie potrzebnych informacji może oszczędzić sporo stresu. Pamiętajcie również, że Alipay potrzebuje połączenia z internetem, dlatego dobrze wcześniej sprawdzić, czy będziecie mieć do niego dostęp.
My sami mieliśmy problem z uruchomieniem internetu, który kupiliśmy przez aplikację. Na szczęście Adrian pomógł nam go skonfigurować i ostatecznie wszystko działało. Ta sytuacja tylko utwierdziła nas w przekonaniu, że do Chin warto przygotować się trochę inaczej niż do wielu innych azjatyckich kierunków.
Podsumowując: przed wyjazdem zainstalujcie Alipay, spróbujcie podpiąć kartę, przygotujcie dostęp do internetu i skonfigurujcie VPN, jeśli chcecie korzystać ze swoich zwykłych aplikacji. To drobiazgi, które na miejscu mogą okazać się naprawdę ważne. Chiny nie muszą być trudnym kierunkiem do podróżowania, ale dobrze wiedzieć wcześniej, że nie wszystko działa tam tak samo jak w Europie.
Czy warto wykorzystać długą przesiadkę w Pekinie? Nasze podsumowanie
Czy zrobilibyśmy to jeszcze raz? Zdecydowanie tak! 😊 I co więcej, po tej wizycie wiemy już, że chcielibyśmy do Chin wrócić. Bo choć początkowo nie były one na naszej podróżniczej liście marzeń, okazały się miejscem, które zaskoczyło nas zdecydowanie bardziej pozytywnie, niż mogliśmy się spodziewać.
Największym zaskoczeniem były jednak nasze dzieci! Po dwóch tygodniach podróży po Wietnamie były już naprawdę zmęczone. Tęskniły za domem, chciały wracać i mieliśmy wrażenie, że powoli kończy im się energia na kolejne podróżnicze przygody. Tymczasem wystarczyło kilka godzin w Chinach, żeby wszystko zmieniło się o 180 stopni! Nagle okazało się, że Chiny są dla nich fascynujące. Podobała im się kultura, jedzenie, ludzie i wszystko to, co było dla nich nowe i nieznane. Zamiast myśleć o powrocie do domu, zaczęły pytać, kiedy moglibyśmy zorganizować dłuższą wycieczkę do Chin i co jeszcze moglibyśmy tam zobaczyć. Same mówiły, że chciałyby poznać więcej tego kraju!
Na długo zapamiętamy również zainteresowanie, jakie wzbudzaliśmy wśród mieszkańców. Nasz syn na Wielkim Murze stał się niemal lokalną atrakcją! 😂 Ludzie pokazywali go sobie palcami, przyglądali mu się, a niektórzy robili mu zdjęcia. Podchodzili do nas, byli ciekawi i zwracali na nas uwagę znacznie częściej, niż byliśmy do tego przyzwyczajeni.
Nasz przewodnik wyjaśnił nam, że jasna skóra jest w Chinach tradycyjnie kojarzona z ideałem urody, a europejskie dzieci o określonych cechach wyglądu mogą wzbudzać szczególne zainteresowanie. Oczywiście nie chcemy generalizować ani twierdzić, że wszyscy Chińczycy postrzegają urodę w ten sam sposób, ale jego wyjaśnienie pomogło nam lepiej zrozumieć część sytuacji, których sami byliśmy świadkami.
Jest jeszcze jedna rzecz, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła – sami Chińczycy i kontakt z nimi. Muszę przyznać, że wcześniej miałam na ich temat nieco inne wyobrażenie. Mieszkając w Niemczech, dość często spotykałam osoby pochodzące z Chin i moje dotychczasowe doświadczenia sprawiały, że odbierałam je raczej jako zdystansowane, chłodne i niezbyt otwarte na kontakt. Oczywiście wiem, że nie można oceniać całej narodowości na podstawie pojedynczych spotkań, ale właśnie takie wrażenie przez lata mi towarzyszyło.
Tymczasem pobyt w Chinach zupełnie zmienił moje postrzeganie! Na miejscu spotkaliśmy się z ogromną ciekawością, życzliwością i otwartością. Ludzie uśmiechali się do nas, zagadywali, interesowali się tym, skąd jesteśmy, a niektórzy wręcz sami inicjowali kontakt. Oczywiście każde spotkanie jest inne, ale ja osobiście wróciłam z Chin z zupełnie nowym spojrzeniem na tamtejszych ludzi. Jestem naprawdę zafascynowana i zachwycona tym krajem!
Czy podczas 15 godzin i 40 minut zobaczyliśmy wszystkie najważniejsze atrakcje Pekinu? Oczywiście, że nie. I wcale nie taki był nasz cel. Chcieliśmy przede wszystkim zobaczyć Wielki Mur, poznać choć kawałek miasta, spróbować lokalnej kuchni i poczuć odrobinę atmosfery Chin. I dokładnie to nam się udało.
Czy polecamy wykorzystać długi stopover w Pekinie? Zdecydowanie warto to rozważyć! Trzeba dobrze zaplanować trasę, uwzględnić formalności na lotnisku, zadbać o internet i płatności oraz zostawić sobie odpowiedni zapas czasu na powrót. Podróżując z dziećmi, warto też nie przeładowywać planu atrakcjami i zostawić trochę przestrzeni na spontaniczne odkrywanie miasta.
W naszym przypadku ogromną różnicę zrobiła pomoc lokalnego przewodnika. Dzięki wcześniej przygotowanemu planowi, kierowcy i wsparciu Adriana mogliśmy wykorzystać te kilkanaście godzin naprawdę intensywnie, ale bez konieczności samodzielnego pilnowania każdego szczegółu. To rozwiązanie, które przy tak krótkiej przesiadce zdecydowanie polecamy rozważyć.
A czy chcielibyśmy jeszcze kiedyś wrócić do Pekinu? Absolutnie! I wiemy już, że jeśli w przyszłości trafi nam się kolejny lot z kilkunastogodzinną przesiadką w tym mieście, na pewno ponownie wykorzystamy tę okazję, żeby wyjść z lotniska i zobaczyć jeszcze więcej. Tym razem może już bez tak dużego pośpiechu i z listą miejsc, które chcielibyśmy odwiedzić.
Po tej wizycie Chiny przestały być dla nas tylko krajem, w którym znajduje się Wielki Mur. Stały się miejscem, które nas zaciekawiło, pozytywnie zaskoczyło i rozbudziło apetyt na więcej. I chyba właśnie to jest w podróżach najpiękniejsze – czasami trafiamy do miejsca, którego wcale nie planowaliśmy odwiedzić, a ono niespodziewanie sprawia, że zaczynamy marzyć o kolejnej podróży. ❤️
Najczęściej zadawane pytania o przesiadkę w Pekinie (FAQ)
Czy podczas przesiadki w Pekinie można opuścić lotnisko?
Tak! Jeśli spełniacie warunki wjazdu do Chin, możecie opuścić lotnisko i wykorzystać czas między lotami na zwiedzanie miasta. Warto jednak wcześniej sprawdzić aktualne zasady wjazdu, wymagane dokumenty i czas potrzebny na ponowne przejście kontroli przed kolejnym lotem.
Czy Polacy potrzebują wizy podczas przesiadki w Pekinie?
Według zasad obowiązujących w czasie naszej podróży obywatele Polski mogli wjechać do Chin bez wizy na pobyt turystyczny do 30 dni. Przepisy mogą się zmieniać, dlatego przed wyjazdem warto sprawdzić aktualne informacje na stronie chińskiej ambasady lub właściwego urzędu konsularnego.
Ile godzin przesiadki potrzeba, żeby zwiedzić Pekin?
To zależy przede wszystkim od godziny przylotu i odlotu, czasu potrzebnego na formalności oraz wybranej trasy. My mieliśmy 15 godzin i 40 minut i udało nam się zobaczyć Wielki Mur Chiński, spojrzeć na Zakazane Miasto, odwiedzić stare hutongi i spróbować lokalnej kuchni. Przy krótszej przesiadce warto ograniczyć liczbę atrakcji i dobrze zaplanować transport.
Czy podczas przesiadki w Pekinie można zobaczyć Wielki Mur Chiński?
Tak! My podczas naszej 15-godzinnej i 40-minutowej przesiadki odwiedziliśmy odcinek Mutianyu. To właśnie zobaczenie Wielkiego Muru było głównym celem naszej wycieczki. Przy tak ograniczonym czasie zdecydowaliśmy się na pomoc polskojęzycznego przewodnika i samochód z kierowcą, dzięki czemu nie musieliśmy samodzielnie organizować transportu.
Czy warto wynająć przewodnika podczas przesiadki w Pekinie?
Naszym zdaniem zdecydowanie warto to rozważyć, szczególnie jeśli macie ograniczony czas i podróżujecie z dziećmi. Nasz przewodnik Adrian przygotował trasę dopasowaną do długości przesiadki, zapewnił nam wsparcie podczas zwiedzania i pomógł w organizacji całego dnia. Dzięki temu mogliśmy skupić się na poznawaniu miasta, zamiast martwić się logistyką.
Jak płacić w Chinach? Czy Alipay działa z polską kartą?
W Chinach bardzo popularne są płatności mobilne, dlatego przed wyjazdem warto skonfigurować aplikację Alipay i spróbować podpiąć do niej zagraniczną kartę płatniczą. My korzystaliśmy z Alipay podczas całego pobytu. Trzeba jednak pamiętać, że obsługa kart może zależeć od banku i konkretnej transakcji, dlatego dobrze mieć również rozwiązanie awaryjne.
Na koniec jeszcze jedna ważna informacja!
Chciałabym podkreślić, że ten wpis nie jest sponsorowany i nie powstał w ramach żadnej współpracy reklamowej. Całą podróż, w tym wycieczkę po Pekinie, opłaciliśmy z własnej kieszeni. Nie otrzymaliśmy żadnych gratisów, rabatów, wynagrodzenia ani prowizji afiliacyjnych.
Polecamy tę wycieczkę wyłącznie dlatego, że sami byliśmy z niej bardzo zadowoleni i uważamy, że może być świetnym sposobem na spełnienie marzenia o zobaczeniu Wielkiego Muru Chińskiego, nawet jeśli Chiny odwiedzamy tylko podczas długiej przesiadki.
Jeśli chcielibyście skorzystać z podobnej wycieczki, pod tym linkiem znajdziecie rolkę na Instagramie, w której oznaczyłam profil pana Adriana. Możecie skontaktować się z nim bezpośrednio przez Instagram, dopytać o szczegóły i ustalić indywidualny plan zwiedzania dopasowany do długości Waszego stopoveru.
Zależało mi na opisaniu całego naszego doświadczenia i podzieleniu się tym rozwiązaniem, ponieważ wiem, że wiele osób marzy o zobaczeniu Wielkiego Muru, ale niekoniecznie planuje osobną podróż do Chin. Jeśli nasz wpis pomoże komuś zorganizować taką przygodę i spełnić to marzenie, będzie nam naprawdę miło! ❤️ Wszystko, co opisaliśmy w tym artykule, to nasze własne doświadczenia, wrażenia i osobiste rekomendacje.
